Poznajmy się!

10 lat temu nasz przyjaciel, współpracownik i podróżnik Jakub Postrzygacz napisał powitalny tekst na stronę internetową (tę żółtą, pamięta ją ktoś jeszcze?)

Strona Crosso z 2004
Strona internetowa z 2007

O Crosso
Przekonywał w nim nieprzekonanych do naszych sakw, argumentując, że nie warto przepłacać za logo uznanych producentów, skoro jakość i wytrzymałość można mieć za mniejsze pieniądze kupując produkt polskiego, nikomu nieznanego producenta. Przenosząc zawartość strony internetowej na nową platformę chciałem ułatwić sobie zadanie i skopiować co się da, ale w tym przypadku pozostawienie tamtego tekstu (swoją drogą bardzo dobrego, Jakub ma lekkie pióro) świadczyłoby albo o naszym braku skrupulatności, albo o fałszywej skromności. Dziś bowiem, dzięki wam drodzy użytkownicy, staliśmy się wiodącym w Polsce producentem sakw rowerowych i skutecznie udaje nam się konkurować zarówno z markami z zachodu jak i dalekiego wschodu. Jesteśmy dumni z faktu, że udało się to niemal bez reklamy. Na początku co prawda szef – Sebastian Sobociński – próbował zaistnieć na branżowych targach, ale stoisko Crosso z towarem powieszonym na drabinie (bo w pobliskim sklepie budowlanym nie znalazł nic odpowiedniejszego) wciśnięte między potężne konstrukcje gigantów z branży rowerowej przeszło niemal niezauważone. Niezrażony szył dalej te swoje sakwy w garażu. Już nie z wojskowego brezentu, a z mocnego nylonu, już z usztywnieniem nie ze sklejki, a z lekkiego plastiku. Ktoś kupił, pojechał na wyprawę, powiedział kolegom, że świetne torby szyje chłopak z Białegostoku. Jego znajomy też kupił i znajomy znajomego… Trzeba było zatrudnić pracownika. Potrzebny był też magazyn, ale nie duży, bo wyprodukowany towar schodził na pniu, tak więc ogrodowy namiot córki w zupełności wystarczał. Wkrótce zamówień zaczeło przychodzić tak dużo, że nie nadążaliśmy z produkcją. I nastąpił ten moment, który został kiedyś opisany jako “Wkrótce przenieśliśmy się z garażu do nowoczesnego zakładu”. No i rzeczywiście – piwnica w domu Sebastiana była o niebo bardziej komfortowa, nawet pomimo faktu, że przebiegała tam rura na wysokości 190cm, którą wielokrotnie zbadałem swoją głowa. Zamowień latem było tak dużo, że nie nadążaliśmy z produkcją. Chętnych lojalnie uprzedzaliśmy, że trzeba będzie trochę zaczekać. Jakieś… 6 tygodni. I czekali!

Od wypuszczenia w świat pierwszej sakwy z żółto-zielonym znaczkiem minęło już 11 lat, ale nasza filozofia się nie zmieniła:

najlepsze materiały: W tej kwestii nie uznajemy żadnych kompromisów. Podstawową tkaniną konstrukcyjną naszych sakw jest oryginalna Cordura. Zadbaliśmy też o inne istotne elementy: niełamliwe, udaroodporne usztywnienia i klamry, solidne stalowe okucia, elementy odblaskowe nie tracące swoich właściwości pod wpływem wody i innych czynników atmosferycznych. Wszystko po to, by sakwy CROSSO przetrwały wiele pasjonujących wypraw!

sprawdzone rozwiązania: Nie każemy naszym Klientom eksperymentować! Sami podczas testów zniszczyliśmy niejeden prototyp, aby wyeliminować wszelkie słabe punkty konstrukcji. Możesz być zatem pewny, że oddajemy w Twoje ręce produkt wszechstronnie sprawdzony. Dzięki celnym uwagom zaprzyjażnionych rowerowych globtroterów wszystkie detale dopracowane są pod kątem walorów funkcjonalnych. To dlatego w sakwach CROSSO nie znajdziesz niepotrzebnych pasków, zbędnych kieszeni, zawodnych zamków błyskawicznych, ani innych “bajerów” pozbawionych praktycznego znaczenia.

Teraz, po latach mogę jeszcze dopisać: własna produkcja. Moglibyśmy wzorem innych producentów sprzętu turystycznego (a w zasadzie każdego innego również) przenieść produkcję do Chin, Pakistanu czy zlecić szycie jakiemuś zakładowi w Łodzi. Byłoby wygodniej i taniej, ale nie robimy tego, bo zwyczajnie nie chcemy. Czerpiemy radość z tego co robimy. Chcemy mieć kontrolę nad każdym elementem procesu produkcji. Jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy wytwórcą, że z pracy naszych rąk powstaje produkt, który dzięki dobrej jakości towarzyszy Wam w najradośniejszych momentach waszych wakacji.

Crosso to nie tylko sakwy. To także ludzie. Zgrany zespół, który w wesołej atmosferze wycina, frezuje, szyje, skleja. A weekendy i wakacje wsiadamy na rowery, kajaki i nie bez satysfakcji testujemy owoce naszej pracy.

Kamil Pietryszyk, Białystok 2021